Język teściowej, fotel teściowej – jakie to rośliny?

Ileż radości sprawia delikatne dokuczanie swoim teściowym, prawda? Każdy raz jest jakby pierwszy i cieszy tak samo jak na początku. Ale przecież kto się czubi – ten się lubi. Nie ma nic złego w okazywaniu sobie sympatii, niezależnie od wyboru metody. Więc może pewnego dnia zawitasz u swojej ukochanej teściowej z czymś co z jednej strony wbije jej malutką szpileczkę, ale z drugiej będzie miłym gestem i podarunkiem, z którego na pewno się ucieszy?

Poznaj rośliny określane jako „fotel teściowej” oraz „język teściowej”. Gwarantuję, że stojąc w kwiaciarni nie będziesz już wahać się nad wyborem.

Skąd wzięły się te określenia?

Niestety nie znalazłam genezy tych przepięknych terminów określających równie piękne rośliny. Z rodzinnego wywiadu wywnioskowałam natomiast, że pochodzą one jeszcze z czasów komunistycznej Polski. Wówczas rośliny domowe, jako jedne z niewielu towarów, były powszechnie dostępne w handlu na targach czy rynkach.

Chwytliwe marketingowe określenia tak dobrze się przyjęły, że wielu mężczyzn z nieukrywaną przyjemnością wydawało swoje ostatnie pieniądze tylko po to aby „przypodobać się” swoim przyszywanym mamusiom. Nie ma się co oszukiwać – tak jest do dziś. Prosząc w kwiaciarni o fotel teściowej żaden sprzedawca nie ma wątpliwości o jaką roślinę chodzi. Nieco trudniej jest w przypadku języka teściowej – tutaj może być pewien zgrzyt, ponieważ roślin określanych w ten sposób jest nieco więcej.

Fotel teściowej – Echinocactus grusonii

O tej roślinie wspominałam już we wpisie na temat najpopularniejszych domowych kaktusów, ale była tam tylko zwyczajna, krótka wzmianka. Tutaj napiszę o niej roślinie nieco więcej.

echinocactus grusonii fotel teściowej
Echinocactus grusonii – Fotel teściowej (fot. Ungry Young Man / flickr.com)

Roślina ta swoje korzenie ma w Meksyku, w naturalnych warunkach może dorastać nawet do około 1,5 metra wysokości i tworzyć „kule” o średnicy do 90 cm. Trzeba przyznać, że to bardzo imponujący wynik jak na kaktusa. I jak na kaktusa przystało tworzy długie, ostre i żółtawo zabarwione ciernie, z którymi nikt nie chciałby mieć do czynienia. Dlatego też tak chętnie sadzalibyśmy na nim swoje teściowe.

Uprawiany w doniczce wymaga aby
postawić go w miejscu bardzo słonecznym i ciepłym, w letnich miesiącach można z
powodzeniem wystawić go na balkon, taras lub do ogrodu. Nie znosi „mokrych
nóżek”, jest bardzo wrażliwy na nadmiar wilgoci, dlatego podlewanie trzeba
przeprowadzać bardzo ostrożnie.

W przypadku przelania zacznie
gnić i praktycznie jest nie do odratowania. Ryzyko można zmniejszyć sadząc go
do suchego, przepuszczalnego, wręcz piaszczystego podłoża oraz koniecznie
zastosować solidną warstwę drenażu.

Dobrą wiadomością jest to, że w
uprawie domowej potrafi ładnie zakwitnąć, ale wymaga do tego okresu spoczynku.
W miesiącach zimowych należy roślinę przenieść do pomieszczenia o niższej
(około 10-23oC) temperaturze.

Zachęcam także do przeczytania cudownego opisu rośliny na stronie nonsensopedia.pl. Znajdziesz tam nie tylko fantazyjny opis Echinokaktusa ale także instrukcję wręczania go swojej „ukochanej mamusi”, koniecznie tam zajrzyj.

Język teściowej – jaka to roślina?

Zacznijmy od tego, że roślin określanych jako język teściowej jest na pewno kilka. Wpisując w wyszukiwarkę tę frazę, wśród zdjęć odnajdziemy między innymi: Sansewierię, Anturium, Kliwię, Hemantusa (Krasnokwiata), a czasem nawet i Skrzydłokwiat.

Zdecydowanie jednak w tym rankingu prowadzi Sansweiria / Wężownica. Dłuuuugie, szablaste, mięsiste liście z pewnością przypominają język kochanej mamusi. Więcej o tej roślinie możecie przeczytaj tutaj.

O Anturium także popełniłam już
wpis i odsyłam Cię do tego tematu – Anturium Kwiat
Flaminga
. Podobnie jak z wrażliwym twardzielem Skrzydłokwiatem.

Jeśli chodzi o Kliwię i Hemantusa
to są to rośliny, które można z powodzeniem uprawiać w domach, w doniczkach. Tą
pierwszą pamiętam jeszcze z czasów uczelnianych. Ogromne rośliny w ogromnych
donicach, a w nich pełno paprochów, gum do żucia, karteczek i brudów. Mimo tego
Kliwia radziła sobie fantastycznie: pięknie rosła i regularnie kwitła.
Widocznie nie ma na nią mocnych.

Jak uprawiać i czego wymaga Kliwia?

Kliwia to egzotyczna roślina, ale mimo to jest obecna w wielu mieszkaniach. Jej popularność zawdzięcza pięknym, długim i przewieszającym się liściom, które rzeczywiście mogą przypominać język teściowej.  Przy odpowiedniej pielęgnacji Kliwia może zakwitnąć pięknymi, pachnącymi, pomarańczowymi kwiatami. Jak do tego doprowadzić?

Kliwia pomarańczowa – Język teściowej (fot. Maja Dumat / flickr.com)

Do uprawy Kliwii powinniśmy wybrać miejsce półcieniste lub jasne (nie w bezpośrednim nasłonecznieniu), w którym panuje względny spokój. Raz postawiona roślina nie może być ruszana do czasu kiedy zakwitnie i przekwitnie. Ale żeby zakwitła potrzebuje okresu spoczynku i przechłodzenia, czyli przebywania przez 3-4 miesiące w temperaturze ok. 12oC. Roślina ta lubi wilgotne (ale nie mokre) podłoże, tego trzeba pilnować, zwłaszcza w miesiącach wiosennych i letnich. Oczywiście bez przelewania i stania w wodzie.

Spora masa liściowa i
prawdopodobieństwo wydania dość dużego kwiatostanu będzie wymagało sowitego
dokarmiania, nie wolno o tym zapomnieć. Nawóz do roślin domowych kwitnących,
najlepiej w formie płynnej, będzie najlepszym wyborem. Kliwię warto nawozić
częściej niż rzadziej, a optymalnie co ok. 14 dni.

Dla osób chcących powiększyć
swoją kolekcję roślin o kolejne egzemplarze Kliwii – można to zrobić poprzez
odrosty korzeniowe. Najlepiej podczas przesadzania rośliny oddzielić
wyrastający odrost wraz z korzeniami i umieścić w osobnej doniczce.

Jak uprawiać i czego wymaga Hemantus / Krasnokwiat?

Mowa tu oczywiście o Hemantusie Białokwiatowym, którego liście zdecydowanie bardziej przypominają język teściowej, niż tego drugiego – Krasnokwiatu Katarzyny. Długie, mięsiste i dodatkowo OWSŁOSIONE! Czyż to nie jest prawdziwy jęzor ukochanej mamusi?

Haemanthus albiflos – Krasnokwiat białokwiaty (fot. maja Dumat / flickr.com)

Jest to roślina bardzo łatwa w
uprawie i przy minimum opieki regularnie zakwita. Będzie wymagała jasnego, a
nawet słonecznego stanowiska przez cały rok. Fantastyczną wiadomością jest to,
że do kwitnienia nie potrzebuje okresu spoczynku.

Pielęgnacja Hemantusa ogranicza się właściwie do regularnego ale oszczędnego podlewania oraz przesadzania w momencie gdy zaczyna przerastać doniczkę. Roślinę trzeba traktować jak sukulenta – dać wody tylko wtedy gdy tego naprawdę potrzebuje, nie ograniczać światła i systematycznie o nim zapominać, żeby przypadkiem nie przedobrzyć. Zdecydowanie nie lubi nadopiekuńczości. Krasnokwiat to chyba zaraz po Sansewierii jedna z najbardziej wytrzymałych, żelaznych roślin.

Hemantusa możesz rozmnożyć poprzez podział cebuli lub nasiona. Każda z tych metod będzie efektywna.

Mam nadzieję, że co nieco wyjaśniłam i rozświetliłam kwestię idealnych kwiatowych podarunków na imieniny teściowej.

P.S. Wpis ten dedykuję mojej Teściowej 😉

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Gwiazda betlejemska – uprawa w domu

Gwiazda betlejemska to niekwestionowany kwiat-symbol Bożego Narodzenia. Zazwyczaj kończy swój żywot niedługo po świętach gdy zaczyna gubić liście i staje się nieatrakcyjna. Można jednak spróbować swych sił domowego ogrodnika i zaopiekować się rośliną przez kolejny rok. Są duże szanse, że na kolejne grudniowe święta poinsecja ponownie stanie się ozdobą domu. Podpowiadamy zatem jak pielęgnować roślinę przez cały rok, aż do ponownego jej kwitnienia.

Kupowanie Gwiazdy Betlejemskiej

Zanim roślina pojawi się w domu czy mieszkaniu musi przebyć drogę ze sklepu / kwiaciarni / centrum ogrodniczego do miejsca docelowego. Ta wiedza nie jest bez znaczenia, ponieważ już na tym etapie możemy skazać roślinę na powolną śmierć.

Gwiazda betlejemska pojawia się w sprzedaży zazwyczaj już w połowie listopada, a jej apogeum przypada na pierwsze tygodnie grudnia. Temperatury jakie zazwyczaj mamy w tym okresie nie są zbyt wysokie, a to dla rośliny, która pochodzi z ciepłego Meksyku jest trudne do zaakceptowania. Poinsecja jest bardzo wrażliwa na niskie temperatury, więc podczas kupowania warto poprosić sprzedawcę aby dobrze zabezpieczył ją papierem na czas transportu. O ile w kwiaciarniach i dobrych centrach ogrodniczych nie będzie to dużym problemem, o tyle w popularnych marketach może okazać się to nie lada wyzwaniem. Warto jednak być upartym. Jeśli bezpiecznie dostarczymy roślinę do domu szanse na jej długoterminowe utrzymanie znacznie wzrosną.

Zaraz po postawieniu Gwiazdy betlejemskiej w jej docelowe miejsce koniecznie trzeba zdjąć foliową osłonkę, w której sprzedawane są rośliny. Taka niemal nieprzepuszczalna bariera mocno podnosi wilgotność wokół rośliny i sprzyja rozwojowi chorób grzybowych.

Trująca Gwiazda Betlejemska

Nie jest tajemnicą, że Gwiazda betlejemska, podobnie jak inne wilczomlecze, ma właściwości trujące. Mleczny sok, który krąży w roślinie jest toksyczny, może powodować podrażnienia skóry i śluzówek oraz wywoływać reakcje alergiczne. W skrajnych przypadka może doprowadzić do poważnego zatrucia wywołując biegunki lub wymioty. Warto mieć tę wiedzę, jeśli w domu jest małe dziecko lub zwierzęta lubiące podgryzać kwiaty.

Czerwone liście poinsecji to nie kwiaty, a przykwiatki. W warunkach naturalnych mają za zadanie zwabić owady, które dokonają zapylenia. Kwiaty Gwiazdy betlejemskiej są małe, niepozorne i bez walorów dekoracyjnych. Umieszczone w centralnej części pomiędzy kolorowymi liśćmi.

Jak pielęgnować Gwiazdę Betlejemską w domu?

Stworzenie w domu warunków podobnych do tych jakie mają rośliny w czasie masowej produkcji jest bardzo trudne. Nie oznacza to wcale, że nie można gwiazdy betlejemskiej z powodzeniem uprawiać w domu. Wymaga to pewnego zaangażowania a satysfakcja z sukcesu uprawowego będzie dużo większa.

Gwiazda betlejemska, jeśli jest dobrze traktowana, utrzymuje swój atrakcyjny wygląd mniej więcej do lutego-marca. W tym czasie powinna mieć zapewnioną stałą temperaturę i wilgotność powietrza, odpowiednie podlewanie, nie powinna stać zbyt blisko kaloryfera oraz miejsc, w których występują zimne przeciągi. Przez ten okres raczej nie zaleca się dodatkowo nawozić roślin, ponieważ podłoże w jakim jest sprzedawana zazwyczaj jest wystarczaąco żyzne.

Temperatura pokojowa, czyli około 18-20°C będzie doskonała dla poinsecji. W okresie zimowym, gdy w domach i mieszkaniach włączone są kaloryfery a powietrze staje się suche, warto roślinę od czasu do czasu zamgławiać i sztucznie zwiększać wilgotność powietrza wokół niej. Stojący tuż obok rośliny mały zraszacz napełniony przegotowaną wodą będzie doskonałym przypominaczem aby zraszać roślinę. Wtedy sięgnięcie i kilkakrotne puszczenie mgiełki wejdzie w nawyk.

Podlewanie gwiazdy betlejemskiej nie wymaga dużej wiedzy czy doświadczenia. W tej kwestii roślinę należy traktować jak inne rośliny domowe ozdobne z liści. Jak zawsze sprawdza się zasada lepiej przesuszyć niż przelać. Zaleca się podlewać roślinę raz na 2-4 dni, w zależności od temperatury na zewnątrz. Najbezpieczniej podlewać rośliny wstawiając je do pojemnika z wodą do czasu aż same się odpowiednio „napiją” przez około 30 minut. Należy obowiązkowo posiadać doniczkę z otworami odpływowymi.

Nie umieszczajmy rośliny na parapetach pod którymi aż buzuje kaloryfer. Duże wahania temperatur jakie dochodzą od okna oraz spod parapetu mocno wpłyną na kondycję rośliny. Może się okazać, że już po kilku dniach od zakupu roślina zmarnieje w oczach, a liście zaczną się zwijać i opadać. Idealnym miejscem aby ulokować gwiazdę betlejemską będzie stanowisko w którym warunki są zazwyczaj stałe i niezmienne, nie występują przeciągi lub nagłe wzrostu temperatury. Przykładem może być komoda stojąca około 2 metry od okna, w spokojnym kącie pokoju.

Poinsecja jest rośliną bardzo wrażliwą na zanieczyszczone powietrze. Dym tytoniowy czy wyziewy pochodzące z kuchenki gazowej źle wpływają na roślinę, przez co może ona przedwcześnie gubić liście.

Popularność gwiazdy betlejemskiej sprawiła, że hodowcy zaczęli tworzyć odmiany o różnej barwie przykwiatków. Tak spotkać można rośliny z liśćmi o barwie: białej, pomarańczowej, kremowej czy nawet dwukolorowej.

4 kroki do ponownego kwitnienia

Luty/Marzec – Skróć roślinę do około 15 cm nad ziemią. Pozostaw 3-4 pąki liściowe. Przenieś roślinę do chłodnego pomieszczenia. Podlewaj bardzo oszczędnie.

Maj/Czerwiec – Przesadź do świeżego podłoża. Przenieść do ciepłego i jasnego miejsca. Obficie podlewaj wodą o temperaturze pokojowej.

Sierpień – Zacznij nawozić roślinę. Zapewnij dużą wilgotność powietrza. Gdy wypuści 4-5 pędów przytnij je aby pobudzić do krzewienia.

Październik/Listopad – Zacznij skracać dzień roślinie. Minimum przez 14 godzin roślina powinna przebywać w całkowitej ciemności, bez dostępu do światła słonecznego i sztucznego światła z żarówki. Konsekwentnie przestrzegaj tego przez 30-40 dni.

Jak uratować gwiazdę betlejemską po przekwitnięciu?

Po kilku tygodniach od zakupu roślina zaczyna blednąć, a liście zaczynają opadać. To normalne. Już pod koniec stycznia widać pierwsze zmiany. Gdy roślina staje się mało atrakcyjna zazwyczaj ląduje w koszu. Nic dziwnego, przyjęło się, że Poinsecja jest traktowana jak roślina jednoroczna, której jedynym zadaniem jest ozdabianie pomieszczeń w okresie bożonarodzeniowym. Z resztą, na zapewnienie jej warunków do spoczynku, a potem ponownej wegetacji, może sobie pozwolić jedynie garstka osób.

Jak sprawić aby gwiazda betlejemska, po przekwitnięciu, stała się ozdobą na kolejne święta? To wcale nie jest takie trudne jak się wydaje. Liczą się terminy i konsekwencja. Przyda się także wiara w siebie i swoje możliwości.

Krok 1 – Luty/marzec

Kiedy przekwitnięta roślina zaczyna mocno gubić liście należy przyciąć ją do około 15 cm nad ziemią, pozostawiając 3-4 pąki liściowe. Małe pąki ukryte są w kącikach, miejscach styku ogonków liściowych z pędem. Po przycięciu i opadnięciu liści pozostanie jedynie tzw. „kikut” – mało atrakcyjny pęd główny, z którego w późniejszym czasie zaczną wyrastać nowe liście. Po przycięciu roślinę należy przenieść w miejsce chłodniejsze niż była dotychczas. Temperatura w pomieszczaniu, w którym będzie odpoczywać Poinsecja nie powinna spadać poniżej 10°C, a najlepiej jakby wynosiła około 14C. Warunki świetlne w tym czasie nie mają większego znaczenia. W trakcie spoczynku roślinę podlewa się bardzo rzadko i oszczędnie.

Krok 2 – Maj/Czerwiec

Po spoczynku roślinę należy przesadzić do nowego podłoża i przenieść do miejsca o wyższej, około pokojowej temperaturze 18-21°C. Gwiazda betlejemska wymaga podłoża przepuszczalnego i lekkiego. Doskonale sprawdzi się tutaj substrat torfowy z dodatkiem piasku lub gotowe podłoże do kaktusów i sukulentów. Jeśli chcemy aby roślina była podobnej wielkości co dotychczas należy zastosować doniczkę tego samego rozmiaru. Roślina znacznie urośnie jeśli włożymy ją w większą doniczkę. Pomieszczenie powinno być jasne ale rośliny nie należy stawiać w bezpośrednim nasłonecznieniu. Teraz jeszcze nie nawozimy rośliny, ponieważ świeże podłoże będzie miało zapas składników pokarmowych na kilka tygodni. Poinsecję zaczynamy obficie podlewać zapewniając jej stałą wilgotność. Woda nie może być za zimna, dobrze jakby miała temperaturę otoczenia, a także aby była odstana.

Krok 3 – Sierpień

Zaczynamy nawożenie. Na początku warto zastosować nawóz do roślin zielonych, a po około 2 miesiącach zamienić na taki do kwitnących. Stosowanie nawozu powinno odbywać się zgodnie z zaleceniami producenta. Kiedy roślina wypuści już 4-5 pędów należy je przyciąć. Taki zabieg pobudzi roślinę do rozkrzewienia się, dzięki temu zyska zwarty pokrój.

Krok 4 – Październik/Listopad

Teraz dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa. Gwiazda betlejemska to roślina dnia krótkiego, oznacza to, że jej kwitnienie następuje kiedy dzień ma mniej niż 10 godzin. W prawdzie w grudniu takie warunki są osiągalne jednak roślina reaguje także na światło sztuczne, pochodzące z żarówek, wyświetlaczy lub innych emiterów. Dlatego zaleca się aby roślinę zakrywać na minimum 14 godzin szczelnym, nieprzepuszczającym światła kartonem lub inną osłoną o podobnej funkcji. Dla niej powinna panować kompletna ciemność. Taką ciemność musimy zapewnić roślinie przez około 30-40 dni. Przykładowo zakrywamy o 18:00, a odkrywamy o 8:00 rano. Przerwanie tego procesu będzie skutkowało zatrzymaniem tworzenia się pąków kwiatowych i wybarwiania przykwiatków.

Po spełnieniu tych warunków będzie można cieszyć się z niemałego sukcesu uprawowego. Niewiele osób wie jak to zrobić aby gwiazda betlejemska była piękna rok po roku. Możesz łatwo zaskoczyć rodzinę i znajomych.

Liści Gwiazdy betlejemskiej nie wolno nabłyszczać. Poinsecja, podobnie jak inne wilczomlecze, ma liście pokryte drobnymi włoskami. Nabłyszczanie lub moczenie sprawi, że zaczną pojawiać się choroby grzybowe.

Rozmnażanie gwiazdy betlejemskiej

Rozmnożenie gwiazdy betlejemskiej jest możliwe poprzez sadzonki pędowe. W taki sposób produkowane są rośliny na dużą skalę.

W teorii wygląda to następująco: pobraną sadzonkę należy obsuszyć do momentu aż przestanie wyciekać z niej sok a rana po cięciu lekko przyschnie. Sadzonkę umieścić w przepuszczalnym i wilgotnym podłożu stale pilnując aby wilgotność utrzymywała się na poziomie około 70%. Nie bez znaczenia jest temperatura podłoża – powinna wynosić 25-30C. Tak przygotowaną sadzonkę należy dodatkowo zabezpieczyć przed utratą wilgoci okrywając od góry półprzepuszczalnym materiałem

W domowych warunkach najwięcej trudności może przysporzyć utrzymanie wysokiej temperatury podłoża i stałej wilgotności. Niewiele osób decyduje się na rozmnażanie roślin poprzez sadzonkowanie, aczkolwiek jest to do wykonania.

Dlaczego gwiazda betlejemska gubi liście?

Zrzucanie liści po okresie kwitnienia i przejście w stan spoczynku to normalny cykl życia gwiazdy betlejemskiej. Gubienie liści w lutym czy marcu nie powinno nas w ogóle dziwić. Jeśli jednak roślina zrzuca liście przedwcześnie warto się zastanowić czy wszystkie zasady dobrej pielęgnacji są przestrzegane. Do najczęstszych błędów uprawowych i przyczyn zrzucania liści należą:

  • Zbyt wysoka lub niska temperatura – żadna skrajność nie jest dobra dla gwiazdy betlejemskiej. Roślina wymaga stałych warunków. Czasem wystarczy chwilowy przeciąg lub zbyt mocno rozgrzany kaloryfer aby roślina zaczęła się buntować i zrzucać liście.
  • Niska wilgotność powietrza – w okresie zimowym utrzymanie względnie wysokiej wilgotności w domu czy mieszkaniu jest dość trudne. Aby zabezpieczyć roślinę przez stresem należy ją regularnie zraszać.
  • Zanieczyszczone powietrze – roślina źle reaguje na dym papierosowy czy wyziewy z kuchni gazowej. Warto zwrócić uwagę czy w miejscu, w którym aktualnie stoi nie jest narażona na tego typu nieprzyjemności.
  • Przelanie – wrażliwe korzenie rośliny bardzo źle reagują na nadmiar wody w podłożu. Nie trzeba wiele aby zaczęły zagniwać, a w konsekwencji zamierania całej rośliny.
  • Choroby – Gwiazda betlejemska narażona jest głownie na choroby grzybowe, które atakują lekko owłosione liście. Warto od czasu do czasu dokładnie przyjrzeć się roślinie.

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Lepkie kropelki na storczykach – co robić?

Pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem i roślina zmierza ku dobremu wychodzą na powierzchnię i sieją ziarno niepokoju. Lepkie kropelki na liściach i pędach storczyka – czy powinny być powodem do niepokoju? Wyjaśniam raz, porządnie i na zawsze.

Każde odchylenie od „normy” podczas uprawy storczyków jest dla właścicieli, zwłaszcza tych mocno w nich zakochanych, dość stresującym przeżyciem. Uruchamiane zostają wszelkie kanały komunikacji aby jak najszybciej zdiagnozować potencjalne zagrożenie i poznać metody walki. Na szczęście w przypadku lepkich kropelek, pojawiających się na brzegach liści lub pędach, nie ma powodów do obaw. Choć warto trzymać rękę na pulsie.

Naturalne zjawisko gutacji

To normalne. Rośliny, podobnie jak ludzie, wypracowały pewne mechanizmy regulujące ich stan równowagi. Jednym z nich jest gutacja, czyli wzmożone wydzielanie soków roślinnych na zewnątrz. W jakim celu? Nie zagłębiając się w naukowe definicje można określić to zjawisko jako wyrównywanie ciśnienia wewnątrz organizmu rośliny.

Korzenie pobierają wodę wraz ze składnikami odżywczymi i przekazują je wyżej, do liści i łodyg. Soki zaczynają krążyć. Aby zachować stan homeostazy rośliny transpirują, zachodzi parowanie wody i wymiana gazowa. Transpiracja zachodzi w warunkach optymalnych. Strukturami uczestniczącymi w tych procesach są na przykład aparaty szparkowe. Tak wygląda podstawowy proces regulowania wewnętrznego środowiska rośliny.

Gutacja – lepkie kropelki na pędach storczyków

Gutacja natomiast jest procesem wspomagającym, który zachodzi wtedy gdy panują niesprzyjające warunki do prawidłowej transpiracji. Takimi czynnikami może być wysoka wilgotność powietrza wokół rośliny lub duża różnica temperatur między dniem a nocą. Ponadto w procesie gutacji biorą udział inne struktury. Soki roślinne wypychane są poprzez hydatody, zlokalizowane w dużej mierze na brzegach blaski liściowej.

Gutacja to nie to samo co płacz roślin. Pierwszy proces jest uwarunkowany wzmożonym parciem korzeniowym, niekorzystnymi czynnikami atmosferycznym i słabą transpiracją. Drugi natomiast mechanicznym uszkodzeniem tkanki roślinnej.

Gutacja może zachodzić na liściach, pędach kwiatowych, a także na samych kwiatach. Soki krążą szybciej gdy roślina jest w pełni rozwoju, dlatego też podczas regulowania swoich parametrów korzysta z wszystkich wyjść awaryjnych. Wielkość kropel na pędach i płatkach okwiatu zazwyczaj jest mniejsza niż tych na liściach.

Dlaczego kropelki są lepkie?

Wyglądają jak woda ale czystą wodą nie są. Ciecz, która wydostaje się z rośliny nie bez powodu nazywana jest sokiem. Można powiedzieć, że jest to roślinna bomba witaminowa. Zawiera sole mineralne, a także cukry. Kto chętny, niech spróbuje.

Lepkie kropelki na kwiatach u storczyka

Na jednym tak, a na drugim nie

Może się zdarzyć, że na jednym storczyku pojawią się kropelki a na innym (na przykład stojącym obok) ich nie będzie. To nic takiego. Tak się dzieje. Każda roślina, mimo, że może nazywać się tak samo, jest inna. Widocznie lepiej radzi sobie z czynnikami atmosferycznymi, przystosowała się do takich warunków i należy się z tego tylko cieszyć.

Trzymaj rękę na pulsie

Z zawartością cukrów w tych wydzielinach wiąże się niezwykle istotna rzecz. Cukier to pożywka, a pożywka + wilgotność = idealne warunki do rozwoju grzybów i szkodników. To właśnie dlatego gutacja może być niebezpieczna. Podczas gutacji należy bacznie obserwować i monitorować stan storczyków. Nie można zaniedbać rośliny w tym okresie i pozwolić na ewentualne rozwinięcie się chorób grzybowych lub zaatakowania przez szkodnika.

Dobrym uczynkiem dla storczyka i uspokojeniem swojego sumienia będzie regularne ścieranie kropelek z rośliny. Idealnym do tego byłby lekki roztwór alkoholu, który dodatkowo oczyści i delikatnie zdezynfekuje. Pamiętajcie by jednak był to tylko roztwór, a nie czysty alkohol. Wycierać należy dokładnie i regularnie, wacikiem lub ściereczką bawełnianą, tak długo jak to będzie konieczne.

Kropelki na spodniej stronie liści

Warto wiedzieć, że istnieje inny powód, którego konsekwencją jest pojawienie się kropelek. Są to szkodniki, owady o kłująco ssący aparacie gębowym.

Gutacja a szkodnik – jak rozróżnić?

Jak odróżnić objawy żerowania szkodnika od gutacji?

Główną różnicą jest miejsce wycieku soków roślinnych. W przypadku gutacji to głownie brzeg blaski liściowej, a w czasie kwitnienia również pędy kwiatowe i kwiaty. Szkodniki natomiast mają tendencję do żerowania na spodniej stronie liści. To właśnie tam będą pojawiać się krople, w środkowej jego części. Ponadto będzie je zwyczajnie widać, jeśli nie gołym okiem to z pewnością pod lupą. Szukać należy malutkich owadów, tzw. przecinków lub mini pajączków. Te pierwsze to wciornastki, a drugie przędziorki.

Co wtedy robić?

Traktować jak każdego innego szkodnika. Jeśli nasilenie jest małe i zauważyliśmy go wcześnie można próbować domowych lub ekologicznych metod zwalczania szkodników. Gdy zaspaliśmy – konieczne do uratowania rośliny będą chemiczne środki ochrony roślin. I choć przeciwników chemii jest wielu to niestety rzadko kiedy można się bez niej obyć.

Dodatkowo taki zaatakowany egzemplarz trzeba jak najszybciej odizolować od pozostałych storczyków i innych domowych roślin. Tempo przenoszenia się chorób i szkodników z rośliny na roślinę jest błyskawiczny, lepiej dmuchać na zimne.

Wzmocnij storczyka

Dla zapobiegawczych mam jeszcze jedną radę. Warto wzmocnić odporność rośliny gdy przeżywa ona stres. Bez wątpienia gutacja jest wynikiem pewnego stresu jaki przeżywa storczyk. Podobnie jak u ludzi, stres obniża odporność. Dostępne są preparaty lub można wykonać je samodzielnie, które wzmacniają rośliny, poprawiają ich odporność i dodatkowo w pewnym stopniu zniechęcają szkodniki do żerowania, a patogeny do rozwoju. Wyciąg z grejpfruta lub gnojówka z pokrzywy – sprawdzone i skuteczne, a dodatkowo naturalne, środki do wspomagania roślin w gorszych chwilach.

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Uprawa kawy w domu – kompendium wiedzy

Kojarzysz ten moment podniecenia, kiedy trzymając w rękach świeżo kupioną roślinkę kawy wyobrażasz sobie jak pięknie będzie zebrać z niej nasiona, uprażyć i zaparzyć z nich pyszną i aromatyczną kawę? Ta myśl o rozrywającej pierś dumie, gdy na własnym parapecie pojawią się małe, niepozorne lecz niesamowicie uszczęśliwiające, czerwonawe owoce? Zaczynasz wizualizować sobie proces prażenia i mielenia nasion, a potem zaparzasz je w ulubionym kubku i sącząc napój bogów planujesz kolejne rychłe zbiory.

To niestety scenariusz, który przytrafi się niewielu z nas. Nagroda spotka tylko tych najwytrwalszych. Uprawa kawy w domowych warunkach to swoisty Runmaggedon – tylko ci dobrze przygotowani lub ci, którzy nie wstydzą się poprosić o wsparcie mogą dotrzeć do mety.

Pochodzenie kawy – naturalne warunki uprawy

Zawsze podkreślam, że znajomość pochodzenia rośliny jest kluczowa do powodzenia i posiadania satysfakcji z jakiejkolwiek uprawy w domowych warunkach.

Pierwsze skojarzenie związane z uprawą kawy to Kolumbia, prawda? Otóż rzeczywiście Kolumbia, zaraz po BrazyliiWietnamie przoduje w uprawie kawowca. Jednak to nie te tereny są ojczyzną kawy. Jej naturalne tereny to Afryka, a dokładniej Etiopia, a jeszcze dokładniej Kaffa – przypuszcza się, że właśnie od nazwy tej miejscowości wywodzi się nazwa rośliny.  Jednak w państwach, które wymieniłam, również jest sprzyjający klimat do uprawy kawowca.

Pochodzenie kawy
Ojczyzną kawy jest Etiopia. Od nazwy miejscowości, w której rozpoczęto uprawę kawy na masową skalę pochodzi aktualna jej nazwa.

Kawa najlepiej rośnie i owocuje w strefie międzyzwrotnikowej, w klimacie, w którym nie ma wyraźnego podziały na pory roku. Najprościej mówiąc: na bardzo ciepłym obszarze tropikalnym. Uprawiana jest na wielkich plantacjach, w bardzo żyznej, ubogiej w wodę glebie, ale rekompensującej jej te braki wilgotnością powietrza. Pomiędzy krzewami kawowca rosną inne, wyższe rośliny, np. bananowce. Sadzone są po to, aby rozpraszać promienie słoneczne i odstraszać ptaki, które tylko czyhają na smaczne owoce kawowca. W takich warunkach osiąga wysokość ok. 5 m, kwitnie i owocuje cały rok, przynosząc właścicielom plantacji ogromne zyski.

Domowa
uprawa kawy

Patrząc na akapit powyżej zapewne już wiesz jakie warunki musisz spełnić aby Twoja domowa plantacja się powiodła. Takie warunki są nie do osiągnięcia w domu czy mieszkaniu, ale spokojnie, pomimo tego uprawa może być całkiem owocna. Musisz jednak wiedzieć, że uprawa kawy w domu to niełatwa sprawa. Jest to roślina bardzo kapryśna i każdy Twój błąd uprawowy może skutkować zrzuceniem liści, zahamowaniem wzrostu lub kwitnienia. Ale bądź cierpliwy, to chwilowe perypetie, z czasem nauczysz się co robić a czego unikać, aby w końcu cieszyć się upragnionym napojem.

Kawa jest rośliną dość kapryśną. Każdy błąd uprawowy może mocno odchorować. Nie trać nadziei. Metodami prób i błędów w końcu nauczysz się jak pielęgnować roślinę.

Stanowisko i temperatura

Kawie należy zapewnić stanowisko bardzo jasne – ale nie bezpośrednie słońce. Miejsce za firanką lub metr od słonecznego okna będzie idealne. Pełne słońce spali liście, a zbyt mało światła spowoduje wyciąganie się rośliny, słabszy wzrost i z pewnością brak kwitnienia.

Kawa to straszny zmarzluch, dbaj o to aby nie było zimniej niż 10°C, staraj się nie wietrzyć w jej towarzystwie w chłodne wieczory i nie organizuj nieprzewidzianych przeciągów, bo może się obrazić. Idealne zakresy temperatur to powyżej 22 stopni latem i ok. 16 stopni zimą.

Podlewanie

Podlewaj dopiero gdy podłoże całkiem przeschnie. Niech Twoim wyznacznikiem nie będzie „sobota – dzień podlewania”. Zanim zrobisz cokolwiek wsadź palucha do doniczki i sprawdź czy rzeczywiście jest tam sucho. Pamiętaj, że wierzchnia warstwa wysycha szybciej niż głębsze partie. Dopiero wtedy przechyl konewkę. Podlewaj raczej skromniej, a częściej. Wiosną i latem będziesz trzeba to robić znacznie częściej niż zimą. Woda do podlewania powinna być odstana lub przefiltrowana, nie bezpośrednio z kranu. Kawa źle reaguje na chlor i wapń, dlatego pozwól aby te związki osadziły się na dnie i nie wpadały do doniczki.

Nawożenie

Pamiętaj, że woda to nie wszystko. Wiosną i latem możesz do każdego podlewania dodać nawóz. Sugeruję aby zastosować 70% dawki z zaleceń producenta. Wybierz nawozy do roślin zielonych, te do kwitnących mają za dużo fosforu, co źle wpływa na rozwój kawy. Zimą nawożenie ogranicz to jednej dawki co 2-3 tygodnie.

Zraszanie

Pilnuj tego jak corocznego PIT’u. Kawa kocha wysoką wilgotność powietrza, zupełnie jak grzyb na ścianie. Oczywiście nie możesz doprowadzić do takiej sytuacji, ale optymalnie by było gdybyś przynajmniej raz dziennie solidnie opryskał roślinę. Do tego wybierz także odstaną wodę.

Kawa uwielbia wysoką wilgotność powietrza. Pilnuj aby regularnie była zraszana. W przeciwnym razie końcówki liści zaczną usychać.

Podłoże

Kiedy kupujesz kawę jako młodą roślinę, w jej doniczce jest idealna mieszanka podłoża, ale nie zawsze jest ona oznaczona. Podłoże jakie lubi kawa jest luźne, lekko kwaśne i dosyć przepuszczalne. Gdy będziesz zaopatrywał się w nowe zwróć uwagę na te parametry. Idealnie sprawdza się tu podłoże do palm czy fikusów ale wymieszane z solidną porcją żwiru lub lekkiego piasku. Dbaj aby podłoże było pulchne, gdy tylko zauważysz oznaki „zużycia” wymień na całkiem nowe.

Przesadzanie

Miej na uwadze, że system korzeniowy kawy jest wrażliwy, dlatego obchodź się z nią rozsądnie. Przesadzanie zaplanuj na czas wiosenno-letni. W drugim i trzecim roku uprawy, jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, istnieje szansa, że będziesz musiał przesadzać roślinę nawet kilka razy w sezonie. Jak rozpoznać kiedy przesadzić? Przestanie piąć się w górę, zahamuje i już. To znak, że na 99% wypełniła już całą doniczkę korzeniami i potrzebuje więcej miejsca. W skrajnym przypadku zacznie też zrzucać liście. Nie ociągaj się, weź od razu doniczkę większą o dwa rozmiary.

Kwitnienie

Kiedy kawa osiągnie pożądany wiek, a po drodze nie było nieprzyjemnych przygód, to jest szansa na pozytywne zakończenie. Zazwyczaj wygląda to mniej więcej tak: gdy kończą się sprzyjające warunki do uprawy kawy (czyt. lato), a sama roślina wykorzystała ten czas zdrowo i soczyście, może zacząć przygotowywać się do wydania na świat potomstwa (nasion). Wtedy to rozpoczyna przygotowania do kwitnienia. Ten okres może być bardzo długi i potrwać do kolejnej wiosny. W tym czasie pracuje ona nad tym aby pąki kwiatowe były przygotowane do startu.

Start nadchodzi wraz ze wzrostem temperatury, wydłużeniem dnia i powiewem lepszego powietrza. Nie wszystkie pąki zakwitną, a te które wygrały los na loterii utrzymają się tylko kilka dni.

Zanim doczekasz się kwiatów, może minąć kilka lat. Jeśli zaczynałeś od nasionka to masz do odstania w kolejce jakieś 4-5 lat.

Owocowanie

Po przekwitnięciu kawa będzie starała się zawiązać i wydać owoce. Tutaj znowu musisz przejść test cierpliwości. Owoce mogą dojrzewać nawet 12 miesięcy… Kiedy zrobią się czerwono-bordowe i miękkie – są gotowe!

Wysiew kawy z nasion

Być może będziesz chciał z nasion, które uzyskałeś, dać życie nowym roślinom. Musisz wiedzieć, że masz na to ograniczony czas. 90% świeżych nasion traci zdolność kiełkowania już po 4-6 tygodniach. Uważaj zatem jeśli kupujesz je od jakiegoś sprzedawcy. Upewnij się kiedy zostały zebrane i jak przechowywane aby Twoje pieniądze i marzenia nie poszły, dosłownie, w błoto.

Nasiona przed wysiewem zaleca się moczyć przez 48 godzin w ciepłej wodzie. Najlepiej robić to w termosie zmieniając wodę co 12 godzin. Uwaga – ciepła woda to nie wrzątek! Mocz w takiej wodzie, w jakiej spokojnie możesz włożyć rękę bez poparzenia.

Sianie nasion kawy to chyba najmniej skomplikowana sprawa. Wystarczy położyć nasiono na podłożu i delikatnie docisnąć aby nasiono zagłębić. To tyle. Nie przysypywać, nie przykrywać. Dbać o zawsze solidnie wilgotne podłoże – zraszając je mgiełką. Po 3-4 tygodniach powinny zacząć kiełkować.

Parzenie nasion kawy

W domowych warunkach palenie nasion jest możliwe, ale nie obiecuję, że będą miały taki sam smak i aromat jak te palone pod gorącym kolumbijskim słońcem. Możesz to zrobić w sposób chałupniczy: ściągnąć miękką skórkę ze świeżych nasion (skórka jest jadalna i całkiem smaczna), wstępnie suszyć na słońcu lub grzejniku przez kilkanaście godzin, następnie prażyć w piekarniku przez 10-12 minut w temperaturze 220-230°C i w tym czasie kilka razy je przemieszać. Nasiono do zmielenia i zaparzenia musi być bardzo suche. Zrób próbę suchości łamiąc nasiono i porównaj je do tego, które nabywasz w sklepie. Jeśli jeszcze nie jest wystarczająco suche, powtórz czynność z piekarnikiem ale w nieco krótszym czasie.

To chyba wszystko o czym powinieneś wiedzieć zanim zaczniesz uprawę upragnionej kawy. Mam nadzieję, że to mini kompendium wiedzy sprawi, że będziesz szczęśliwszym człowiekiem.


Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Poradnik kupującego – zakup roślin do domu

Kupowanie roślin to czysta przyjemność. Piękne, zdrowe, jędrne, młode – wyglądają kusząco i reprezentacyjnie. Aż chce się podstawić kolejnego pięknego Skrzydłokwiata lub Zamiokulkasa na nowym obrusie. Ale czy na pewno temu sprostasz? Czy znowu zakup skończy się na rozczarowaniu i definitywnym stwierdzeniu nieposiadania ręki do kwiatów?

Poznaj kilka podstawowych informacji, dzięki którym przy kolejnych roślinnych zakupach wybierzesz gatunek uszyty na miarę Twoich domowych uprawowych możliwości. 

Poznaj jej wymagania, wielkości do jakich dorasta 

Każda roślina w sklepie powinna posiadać przy sobie etykietkę ze swoimi wymaganiami. Jeśli jej nie ma – zobliguj sprzedawcę aby coś Ci o tej roślinie opowiedział skoro sama nie może się przedstawić. W idealnym świecie sprzedawca powinien wyrecytować całą regułkę: temperaturę uprawy i spoczynku (jeśli wymaga), nasłonecznienie, obfitość podlewania, częstotliwość nawożenia, terminy kwitnienia itd.

Niestety idealny świat nie istnieje, ale bądź sprytniejszy i zapytaj wujka Google, najlepiej jeszcze w sklepie. Dowiedz się także jaką wielkość może osiągnąć roślina w uprawie domowej i czy jesteś w stanie zapewnić jej tyle przestrzeni ile potrzebuje. Podkreślam – w uprawie domowej, nie patrz na jej naturalne warunki, bo ich raczej nigdy nie zagwarantujesz. Jeśli spełniasz wszelkie wymagania aby adoptować roślinę – zrób to.

Dowiedz się czy roślina jest bezpieczna dla Twoich zwierząt

Jeśli jesteście szczęśliwymi posiadaczami zwierząt domowych, zwłaszcza kotów, to koniecznie dowiedzcie się czy roślina, którą chcecie zakupić, będzie dla Waszego pupila bezpieczna. Taką listę roślin na pewno znajdziecie w internecie, możecie zapytać również sprzedawcę ale jego wiedza może być ograniczona w tym zakresie. Gdy pojawi się chociaż cień wątpliwości co do jednoznacznego stwierdzenia, że dana roślina jest w 100% nieszkodliwa, nie ryzykujcie.

Zastanów się czy masz gdzie ją uprawiać?

Wszystkie parapety zajęte? Kwietniki obłożone storczykami? Komoda ugina się pod Zamiokulkasami? Czy na pewno masz miejsce na nowy okaz? Rośliny kuszą, są piękne i powabne ale czy na pewno masz jeszcze pół metra kwadratowego (a może i więcej) aby go oddać? Czy Twoi domownicy będą zadowoleni? Odpowiedz sobie szczerze na te pytania i oceń sytuację. Weź pod uwagę także wspomniane wyżej indywidualne wymagania rośliny. 

Dobrze zbadaj roślinę organoleptycznie

Organoleptycznie czyli zmysłami. Wykorzystaj dotyk, wzrok i węch, słuch raczej się nie przyda. Przede wszystkim wzrok – sprawdź w jakiej kondycji są części nadziemne, czyli liście, łodyga, kwiaty. Czy nie są klapnięte, pożółkłe, bez plam i osadów na nich. Dotknij i zweryfikuj ich kondycję i jędrność. Dobrze zbadaj miejsca, których na pierwszy rzut nie widać: miejsca styku ogonków liściowych z łodygą lub łodygi z podłożem, spodnie części liści czy wnętrza kwiatów, które mają budowę dzbanka czy łezki. Szukaj innych form życia – mszyc, gąsienic, wełnowców lub śladów jakie zostawiają – lepkich plamek, kropelek, wżerów czy zgorzeli. Wsadź palucha do podłoża i oceń jak bardzo jest ono wilgotne i czy nie za bardzo? Oby nie okazało się, że zaraz będziesz zmuszony/zmuszona wykonywać operacji „suszenie”. Gdy wszystkie warunki z checklisty są odhaczone i nie widać zagrożenia można śmiało zabrać roślinę do domu.

Kupowanie roślin doniczkowych

Kup od razu keramzyt i większą doniczkę

Pewnie pomyślisz, że Ci się nie przyda. Nic bardziej mylnego. Nie ma gorszego widoku niż roślina w tandetnej produkcyjnej doniczce zdobiąca okienny parapet w pięknie urządzonym salonie. I może jeszcze na podstawce ze starego, nieużywanego talerzyka. Wybierz doniczkę, która będzie pasowała swoim wyglądem do wystroju Twojego wnętrza, a jeśli na miejscu takiej nie posiadają zamów przez internet. Nie kupuj pierwszej lepszej doniczki w jaskrawym kolorze lub takiej, która zwyczajne Ci się nie podoba. Gwarantuję, że po nieprzemyślanym zakupie cały urok z zakupu nowej, jędrnej i pięknej rośliny się rozpłynie.

Pamiętaj też, że doniczka powinna być o rozmiar większa niż ta, w której kupujesz roślinę. Często dostaję pytania „Dlaczego moja roślina w ogóle nie rośnie?”, ja wtedy pytam: jak dawno była przesadzana? Nierzadko zdarza się, że nie było nic z nią robione „od nowości”. To jak jakbyśmy chodzili w za małych ciuchach – trochę krępujące i niewygodne, prawda? 

No i jeszcze jedna, bardzo istotna, kluczowa i nieodzowna sprawa – dziury w dnie doniczki, czyli otwory odpływowe. Ich brak to jak grzech śmiertelny, od razu trzeba biec do spowiedzi. Dopilnujcie tego za wszelką cenę, a gwarantuję, że uchroni to Was od złego.

Keramzyt to nasza poduszka bezpieczeństwa, zwłaszcza dla tych, którzy potrafią solidnie podlać rośliny. Keramzyt niweluje nasze błędy w podlewaniu, stwarza przestrzeń między warstwą podłoża a otworami w dnie doniczki. To dzięki niemu korzenie nie będą zagniwać kiedy niechcący ręka się za mocno przechyli. 

Zastanów się nad aklimatyzacją rośliny

Aklimatyzacja rośliny do nowych, domowych warunków to także ważny aspekt procesu uprawowego. Musisz wiedzieć, że rośliny zanim trafiły na sklepowe regały były uprawiane w miejscach gdzie niczego im nie brakowało – światła, ciepła, wody, jedzenia. Potem zabrano je z raju i wywieziono do magazynów lub hal, w których temperatura jest raczej rzeczą losową, światło słoneczne wpada gdy ktoś otworzy drzwi, woda jak na kartki albo co gorsza tsunami, a nawóz? – to się w ogóle nie kalkuluje. Potem taki Ty czy taka ja zabieramy tę roślinę do naszego domowego raju, ale to nasz raj, nie rośliny. Musimy ją przygotować aby i ona poczuła się jak w raju, ponownie. Stopniowo przyzwyczajaj ją do większej ilości światła słonecznego. Na początku podlewaj raczej skromnie niż z rozmachem – naucz na nowo roślinę gospodarować swoimi zasobami wodnymi. Temperatura – dobrze jakby była taka jaką chce roślina, ale przecież to nie my mamy się dostosowywać, więc tutaj raczej wiele nie zdziałamy. Chyba, że masz do tego warunki – byłoby idealnie.

Skoro już wszystko wiesz – nie popełniaj wcześniejszych błędów, nawet jeśli pokusa na nową roślinę jest ogromna.

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Wiosna tuż tuż! Obudź swoje domowe rośliny

Wczoraj w Poznaniu termometr wskazywał 12 kresek powyżej zera, jak pięknie było poczuć nadchodzącą wiosnę. Grzejące w czarną kurtkę słońce i przyjemy, choć jeszcze nieco chłodny wiaterek i od razu zaczyna chcieć się żyć. A jak już byłam tak blisko parapetu to postanowiłam zająć się nieco dłużej niż przez kilka ostatnich miesięcy moimi roślinami.

Pierwsze porządki natchnęły mnie do napisania kilku słów o tym, w jaki sposób przygotować domowe rośliny na wiosenne ruszenie z kopyta. Ta sprawa jest często bagatelizowana i dopiero kiedy roślina nie zachowuje się, nie rośnie i nie kwitnie tak jakbyśmy tego chcieli, budzimy się i szukamy informacji co robić i jak żyć. No ale w lipcu czy sierpniu już jest trochę późno na wiosenne przygotowania, więc zniechęcamy się i rezygnujemy ze starań.

Do rzeczy zatem! Możecie mi wierzyć, jeśli zrobicie roślinom dobrze na samym początku odwdzięczą się Wam z nawiązką.

Zrób dokładny przegląd swoich roślin

Zajrzyj pod liście. Nie pod jeden liść – pod wszystkie liście. Niepokojące objawy to skupiska grzyba lub szkodnika. Brązowe plamki, mszyce, jajeczka? Wiedz, że coś się dzieje. Rozgrzeb kawałek podłoża, przypatrz się czy nic tam się nie rusza lub wije. Jeśli zauważysz jakieś patogeny natychmiast reaguj. Jeśli nie potrafisz rozpoznać wroga napisz do mnie lub zapytaj w centrum ogrodniczym. Ważne aby zareagować szybko i skutecznie.
Oceń jaka jest struktura podłoża – luźna lub zbita. Jeśli zbyt zbita spulchnij ją tymczasowo np. widelcem, tylko do czasu przesadzenia rośliny za kilka tygodni.

Oczyść wszystkie liście z kurzu

Nie oszukujmy się – zimą nie każdemu chce się dbać o rośliny tak jak wiosną czy latem. Podobnie ze sprzątaniem w domu, kurz wszędzie, kurz dookoła, osiada także na liściach. Wiosną coraz więcej słońca dociera do naszych okien i do roślin, pozwólmy im chłonąć go jak najwięcej. Kurz na liściach ogranicza powierzchnię, na które pada światło. Liście błyszczące, skórzaste przetrzyj wilgotną szmatką, z kolei te mięsiste, omszone, lepiej przetrzeć na sucho.

Przesadź egzemplarze, które tego wymagają a w innych wymień wierzchnią warstwę podłoża

Może jeszcze nie w tym momencie ale już na pewno w połowie marca można szykować się do przesadzania pierwszych roślin. Wytypuj egzemplarze, które bezwzględnie tego wymagają. Jeśli sądzisz, że obecna doniczka dla Twojej rośliny jest za mała to z pewnością tak jest. Masz jeszcze jakieś dwa tygodnie aby wybrać doniczkę, która będzie pięknie komponowała się w Twoim wnętrzu.

Rośliny kwitnące zostaw chwilowo w spokoju, możesz wymienić im wierzchnią warstwę podłoża. W zależności od wielkości doniczki wymień warstwę od 2 do 6 cm.

Zaopatrz się w odpowiedni nawóz

Z doświadczenia wiem, że wystarczą dwa rodzaje nawozów: do roślin kwitnących oraz do zielonych. Nawożenie rozpocznij zgodnie z zaleceniami na etykiecie oraz w dawce jakiej sugeruje producent. Przydatny do uprawy Twoich roślin może okazać się także biohumus, który poprawia strukturę podłoża, ale nie jest to konieczna rzecz.

Obetnij zaschnięte lub zbędne pędy i liście

Po zimie niektóre liście mogą być w słabej formie, podobnie z pędami. Nie wahaj się usunąć tych słabych lub schorowanych. Roślina dostanie impuls, że coś jej ubyło i musi brać się do roboty. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku 🙂

Przytnij wybujałe pędy i zrób sadzonki

Niektóre rośliny z braku światła w okresie zimowych wydłużają swoje pędy. Dzieje się tak na przykład w przypadku ziół. Nie z każdego uciętego pędu da się zrobić sadzonkę ale zawsze warto spróbować 🙂 Pamiętaj aby obciąć powyżej pąków śpiących, mogą one znajdować się na pędzie w stanie wolnym (jak np. u hoi) lub w kącikach przy ogonku liściowym.

Znajdź odpowiednie miejsce dla nowych roślin

Zimą także obchodzimy jakieś święta, urodziny, imieniny, śluby czy inne okazje na które między innymi otrzymujemy rośliny doniczkowe. Przez pewien czas stoją w pierwszym lepszym wolnym miejscu ale jeśli chcemy je zachować w dobrej kondycji przez dłuższy czas musimy zapewnić im dobre warunki. Jeśli nie znasz wymagań zasięgnij lektury i wybierz miejsce, które sprosta oczekiwaniom rośliny.

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Wilczomlecz białounerwiony – cichy morderca?

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o roślinie, która (chyba) prawie zabiła mi psa… Tak, dobrze przeczytaliście PRAWIE ZABIŁA MI PSA. Ale muszę też podkreślić słowo CHYBA, bo nie daję sobie nic uciąć, że to jej wina. A właściwie nie wina rośliny, a moja, bom nie pomyślała. Ale od początku.

Wilczomlecz białounerwiony (Euphorbia leuconeura) to według moich obserwacji i doświadczeń roślina niemal niezniszczalna, ale także niebezpieczna. Moja Babcia posiada kilka egzemplarzy, Mama dwa, a ja aktualnie jeden. Obie wymienione wyżej kobiety cieszyły się obfitym kwitnieniem „wilczków” przez niemal cały rok, a mój, jak na złość, nie kwapił się do kwitnienia. Aż do niedawna… Ale o tym za chwilę.

wilczomlecz bialounerwiony-1

Ten wilczomlecz to chyba moja ulubiona roślina. Uwielbiam rośliny, które szybko rosną, a ten właśnie taki jest – ma wyjątkowo szybkie tempo wzrostu. Choć o „rośnięciu” to tu nie ma za bardzo co mówić, bo jego wzrost to wypuszczanie ze szczytu pędu kolejnych liści. Oczywiście pęd także przybiera centymetrów w górę i w szerz, jednak to trwa dużo dłużej niż „strzelanie liśćmi”. Obserwowanie jak co rusz zastępuje stare liście nowymi jest niezwykle budujące i chce się mieć takich cudownych „dzieci” więcej.

Walory ozdobne Wilczomlecza białounerwionego

Przede wszystkim jego piękne łopatkowe liście. Te najmłodsze, najświeższe są najpiękniejsze – są żywozielone i aksamitne w dotyku, z czasem białe linie unerwienia na blaszce liściowej stają się ciemniejsze i coraz bardziej widoczne. Jeśli szukacie roślin, które będą ozdobne z kwiatów to źle trafiliście. Kwiaty tego Wilczomlecza są małe i niepozorne. Kwitną na biało tuż przy pędzie, więc czasem trzeba ich po prostu poszukać. Jeden bardziej lub mniej prosty pęd i okółkowe ułożenie na nim liści to zdecydowanie piękny obrazek, dla którego warto zdecydować się na uprawę.

Jakie są idealne warunki dla Wilczomlecza białounerwionego?

Nie wiem. Serio, nie wiem jakie są idealne warunki. W książkach, Wikipedii czy innych stronach możemy wyczytać o tym co powinniśmy zapewnić roślinie żeby rosła piękna i zdrowa. Ale tak naprawdę w wielu przypadkach miniemy się z prawdą.

Światło

Mój stoi w głębi pokoju, w okresie zimowym bez większych szans na czyste światło słoneczne, mojej Mamy na parapecie od strony zachodniej, u Babci na parapecie od strony północnej. I teraz wszystkie pęknie rosną, kwitną i mają się w dobrej ogólnej kondycji.

Podłoże

Wilgotne, umiarkowanie, mało wilgotne? Babcia podlewa regularnie co tydzień aż do pełnego nasączenia podłoża wodą, Mama stara się co tydzień ale w praktyce to różnie wychodzi, ja podlewam dopiero gdy widzę, że już tego potrzebuje – czyli liście nieco oklapują. Kondycja roślin? Patrz wyżej.

Jako ciekawostkę powiem, że jak mieszkałam w akademiku dużo eksperymentowałam. Miałam tego Wilczomlecza w uprawie hydroponicznej. Umieszczony był w mieszance perlitu i wermikulitu, podlewany naprzemiennie wodą z rozpuszczonym nawozem mineralnym i wodą z rozpuszczonym biohumusem. Uprawiał się świetnie.

wilczomlecz bialounerwiony hydroponika

Kojarzycie tego niecierpka, który po dotknięciu jego obrzmiałych torebek nasiennych strzela nasionami? Wilczomlecz zachowuje się podobnie, tylko tego nie widzimy. Jego nasiona nie strzelają na jakieś spektakularne odległości ale spokojnie 20-30 cm mogą przemierzyć. Dowód? Porozrzucane nasiona po parapecie i ten bardzo gościnny gościu w storczykowej doniczce. Jak widać także tam czuje się świetnie – kolejne potwierdzenie jego przystosowawczej natury.

Niecierpliwi szukający informacji o rychłej śmierci psa… proszę bardzo:

Jak wiecie większość roślin z rodziny Wilczomleczowatych (Euphorbiaceae) posiada właściwości trujące. Jedne silniejsze, inne nieco słabsze. Biały sok, który płynie w każdym organie rośliny przy bezpośrednim kontakcie ze skórą może wywołać reakcję alergiczną. Wykorzystuje się go także w medycynie naturalnej ale tego stanowczo odradzam amatorom. Sytuacja wygląda gorzej kiedy taki sok lub część rośliny, np. kawałek liścia, dostanie się do naszego układu pokarmowego, a co za tym idzie do krwiobiegu. Uważajcie na to. Dlatego nie są polecane do mieszkań/domów w których przebywają małe dzieci i zwierzęta, zwłaszcza koty.

wilczomlecz-bialounerwiony-sok

Dotychczas znana mi była informacja o trującym soku, jednak nigdy nie spotkałam się z wieścią jakoby podobne w skutkach mogłyby być skonsumowane nasiona. I otóż to – jak roślina trująca to niestety musimy uważać na nią całą. W moim przypadku doniczka z rośliną stała na półce o wymiarach ok. 23×23 cm, jakieś 120 cm nad miską z suchą karmą dla psa… Jak wcześniej wspominałam mój egzemplarz dziwnym trafem nie mógł zakwitnąć, aż do niedawna…

Po kwitnieniu kwiaty obumierają i wytwarzają nasiona (wiem, taka kolej rzeczy). Półka mała, miska nieopodal, a że nasiona strzelają… Resztę możecie sobie dopowiedzieć. Pies z dnia na dzień dostał ostrej biegunki i okrutnych wymiotów. Dopiero po kilku dniach od tego niewesołego incydentu zorientowałam się, że to mogło być to. Zatrucie nasionem Wilczomlecza. Żyje – po serii kroplówek i antybiotyków Lusia żyje i ma się dobrze. Kwiat jest przestawiony w bezpieczne miejsce i już nie zagraża niczyjemu bezpieczeństwu.

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.

Biba u Królika w Chrzypsku Wielkim

Kim jest Pan Bogdan Królik oraz jak wielką rolę (pośrednio) odgrywa w życiu niemal każdego ogrodnika wie chyba większość z Was. Dla osób, które nie mają pojęcia dedykuję kolejny akapit. Cała reszta może śmiało go pominąć 🙂

Nie będę tu zbyt dużo na ten temat pisać, bo pomyślicie, że mi za to zapłacił. Przekonacie się jednak, że nic z tych rzeczy! 😛 Pan Królik jest niewątpliwie człowiekiem biznesu, szanowanym i cenionym, a w dodatku (a może głównie?) największym producentem cebulek kwiatowych w Polsce. Podejrzewam, że każdy z czytających ten post na własne oczy widział choć jedną roślinę, której początek miał miejsce właśnie w Chrzypsku Wielkim. Czy po takim opisie Wasz obraz jest nieco pełniejszy? Jeśli nie – odsyłam do oficjalnej strony internetowej 🙂

Przemierzyłam na rowerze dystans Wronki – Chrzypsko wielkie (ok. 20 km) aby zobaczyć tę sławną „Holandię w Polsce”. Szczerze przyznam, że wypatrywałam pól tulipanowych już z daleka, kiedy moja nawigacja wskazywała 20 minut do celu. Ci, którzy już odwiedzili to miejsce pewnie chichoczą pod nosem, a reszta może się domyślić – na marne. Nie musicie mi jednak współczuć, pięknie kwitnący polski rzepak zdołał mnie nieco pocieszyć. 🙂

Kiedy dotarłam już do Chrzypska, zbliżając się do ulicy Rolnej 13 na mojej twarzy pojawiło się chyba coś w rodzaju miny karpia… od razu jednak prostuję – nie był to zachwyt ani żadne pokrewne uczucie. O co chodzi? Zaraz Wam wszystko wyjaśnię. Zaczniemy jednak od końca, który to koniec powinien być początkiem, ale według topografii obszaru jest na samym końcu… No nieważne, czytajcie dalej 🙂

Holandia w Polsce!

Nie no, muszę przyznać, że jest pięknie. Pola tulipanów robią wrażenie i chyba każdy chciałby zrobić sobie tam zdjęcie aby poczuć się jak Sylwia Grzeszczak w tym teledysku – KLIK

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

Aha! Jeszcze jedno! Jako, że specyfika uprawy taka a nie inna, pamiętajcie aby wybrać niezbyt ekskluzywne obuwie.

13

Teraz wyjaśnię Wam czym spowodowana była mina karpia na mojej twarzy. Jest też jedna rzecz, która, mówiąc najprościej, zwyczajnie mnie wkurzyła. Chodzi o nazwę całego wydarzenia… Odpowiedzcie sobie szczerze, jakie wyobrażenia macie kiedy słyszycie „Międzynarodowe Targi Tulipanów”? Rozkładając to na części pierwsze można zacząć się zastanawiać czy organizator rzeczywiście wie co oznaczają terminy „międzynarodowe” oraz „targi”, „tulipanów”  się nie czepiam, bo rzeczywiście było ich tam sporo.  Ja wiem, że porównanie może niezbyt trafne ale przeanalizujcie choćby targi Gardenia – setki wystawców z całego świata, a tutaj? Jeden, z Polski.
Wprawdzie organizator nie ukrywa całego programu imprezy jednak jak dla mnie duży minus za tę nazwę. Nie jest adekwatna do tego co się tam dzieje, wprowadza w błąd i rozczarowuje.

No właśnie, a co się tam dzieje? Przewijajcie w dół 😀

Dmuchana ścianka wspinaczkowa, zjeżdżalnie dla dzieci, ujeżdżanie byka – kluczowe atrakcje w każdych Międzynarodowych Targach! Dodatkowo wesołe miasteczko, elektryczne samochody, Crazy Dance, przejażdżki na kucu, a nawet zawody jeździeckie 😀

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

Punkty gastronomiczne – wiadomo, tu się nie czepiam. Piękne zapachy grillowanej kiełbasy, karkówki, szaszłyków i innych specjałów. Wspólny biesiadny stół, pod namiotem, na wypadek deszczu.

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

Jak to na każdych targach, albo raczej targowiskach można się obkupić. A jeśli to impreza związana z roślinami to można się spodziewać, że dostaniemy to co najlepsze 🙂

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

To wszystko jest jednak niczym w porównaniu z… ciuchami! Koszule, koszulki, polary, skarpetki, spodnie, akcesoria typu: torby, torebki, paski, portfele i wiele wiele innych! Takie rzeczy, moi Drodzy, możecie spotkać na MIĘDZYNARODOWYCH TARGACH TULIPANÓW w Chrzypsku Wielkim!

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

Jednym z ciekawszych elementów krajobrazu całej imprezy było tulipanowe pole, na które każdy miał swobodny dostęp, nawet ze swoją własną łopatą. Żywe okazy tulipanów, w pełnej krasie można było bez żadnych ceregieli wziąć i wykopać z ziemi. Potem oczywiście trzeba za taką roślinę zapłacić, ale summa summarum chyba się opłacało. Natomiast widok był nieco zabawny, kojarzył mi się z ryżowym polem uprawianym przez chińczyków (bez urazy). Zobaczcie sami 🙂

chrzypsko wielkie tulipany
chrzypsko wielkie tulipany

Chciałabym tylko dodać, że w żaden sposób nie neguję tego typu imprez. Jechałam do Chrzypska z nieco innym wyobrażeniem całego wydarzenia. Wiem, że wiele osób świetnie się bawiło i powraca tam co roku, okej, ja to rozumiem i nawet się nie dziwię. Natomiast wolałabym aby nosiło ono nazwę, która lepiej obrazowałaby jak wygląda to w rzeczywistości. Oczywiście myślałam już nad tym i mam kilka propozycji, jednak w żadnej z nich nie ma słów „międzynarodowy” czy „targi”.

Koniecznie dajcie znać czy byliście w tym miejscu i jak Wam się podobało! Może macie swoje propozycje nazwy? Zbierzemy w jedną całość i podeślemy do Pana Królika 🙂

Kórnik bez kur, czyli miejsce gdzie rosną magnolie

Dziś byłam w Chrzypsku Wielkim na  Międzynarodowych (sic!) Targach Tulipanów ale wpis o tej wycieczce popełnię jutro, kiedy cała impreza dobiegnie końca. Dlaczego? Ponieważ może ktoś z Was, czytających dziś ten post, planuje jeszcze wybrać się na to jakże „prestiżowe” wydarzenie. Nie chciałabym nieco zmącić obrazu, a może tylko wyobrażeń… Jak to mówił Cześnik Raptusiewicz „Potem o tem!”.

Wczoraj natomiast odwiedziłam Kórnik i sławne Arboretum Kórnickie To nie jest moja pierwsza wizyta w tym miejscu, jednak od momentu kiedy zaczęłam prowadzić blog jeszcze mnie tam nie było. Dodam tylko, że zwiedzanie zamków mnie nie kręci, więc tu raczej nie znajdziecie o tym cennych informacji.

Na miejsce dotarłam ok. godziny 10:30. Dlaczego to takie ważne? Jeśli chcecie przejść spokojnie, nie ocierając się o nikogo i nie skrobiąc marchewek lub mieć okazję usiąść na ławeczce, to warto wybrać się wcześniej. Kiedy wychodziłam, około 12:30 ludzi było zdecydowanie więcej. Oczywiście data 1 maja jest tutaj kluczowym elementem, ALE Pani w okienku powiedziała mi, że w weekendy jest to samo. Więc: albo w tygodniu o dowolnej porze, albo w weekendy zaraz po śniadaniu (pierwszym!).

Jeśli chodzi o historię założenia arboretum oraz o okazy jakie się tam znajdują, czy informacje o Zamku – odsyłam do lektury książek lub zasobów internetowych (np. tutaj). Być może będzie to dla Was interesujące 🙂

Wstęp na teren Arboretum jest płatny. Mnie, jako wiecznego studenta kosztowało to 5 zł. Z tego co pamiętam w cenniku maksymalnie było 7 zł. Ale to lepiej sprawdzić, bo chyba jest różnica, w zależności od miesiąca… Nie pamiętam dokładnie 🙂

Zaczynajmy więc 🙂

Na wejściu jest oczywiście Zamek, który od frontu jest obecnie remontowany, więc widok taki sobie. Ale, jak to mówią, liczy się wnętrze 😀

Główną atrakcją, a może nie główną, ale najsłynniejszą, którą od lat chełpią się ludzie odpowiedzialni za promocję i PR tego miejsca, są MAGNOLIE. Tak, jest ich sporo, niektóre nawet bardzo pokaźnych rozmiarów. Jednak miałam wrażenie, że trochę przeginają z tymi roślinami w pewnych miejscach. Większość egzemplarzy rośnie w niedalekiej odległości od Zamku, natomiast można spotkać także takie, rosnące jakby przypadkowo, jakby ktoś przypadkowo wetknął drzewo w ziemię i poszedł dalej.  Przykład poniżej:

kórnik arboretum magnolie

Teraz te, całkiem przyjemne w odbiorze 🙂 Kwiaty niektórych roślin były uszkodzone przez przymrozek jaki zastał Kórnik kilka dni temu, jednak to nie odejmowało im uroku.

magnolie kórnik arboretum
magnolie kórnik arboretum
magnolie kórnik arboretum
magnolie kórnik arboretum
magnolie kórnik arboretum
magnolie kórnik arboretum

Idąc dalej główną alejką możemy wybrać się np. do Cisowych Komnat. Bardzo fajnie jest to zaaranżowane, rzeczywiście jakbyśmy byli w jakimś bunkrze z cisów 🙂

cisowe komnaty arboretum
cisowe komnaty arboretum kórnik

Wybierając się do kórnickiego Arboretum przygotujcie swoje szyje na nieco wzmożony wysiłek. Wiele okazów drzew ma potężne rozmiary, a najatrakcyjniejsza ich część jest wysoko w górze. To zdecydowanie największa gratka dla dendrologów i pasjonatów drzew, jednak przy tych ciekawszych są tabliczki z informacjami.

kórnik arobretum wysokie drzewa

Słynne ciasteczkowe drzewo, którego jeszcze nigdy nie udało mi się spotkać w stanie kwitnienia! Wrr! Kwiaty grujecznika japońskiego (podobno – bo sama się nie przekonałam) pachną ciasteczkami! Dajcie znać, kto miał z nimi do czynienia i czy rzeczywiście tak jest 🙂

grujecznik japoński arboretum kórnik

Kończąc tę fascynującą relację z mojej wyprawy chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na dwie rzeczy, mianowicie: ekologiczną łąkę i wszechobecne mniszki lekarskie.

Ta pierwsza – super pomysł, bardzo mi się spodobał. Przeczytajcie co wymyślili 🙂

łąka ekologiczna kórnik arboretum
łąka ekologiczna kórnik arboretum

Mniszki, które znajdowały się na niemal każdym skrawku trawy dodawały temu miejscu życia. Nie wiem czy moje doznania byłyby tak dobre gdyby nie żółte plamy, które chcąc nie chcąc działały pobudzająco na mój mózg 🙂 W późniejszym terminie ich już nie będzie, a szkoda. Będą za to kolorowe kwiaty innych roślin, które swoją pełnię mają nieco później.

kórnik arboretum

Jeszcze kilka zdjęć, widoki są naprawdę fajne. Idealne miejsce na niedzielny (i nie tylko) spacer. Mieszkańcy Kórnika i okolic mają szczęście, że właśnie tam się osiedlili 🙂

Na terenie Arboretum Kórnickiego widziałam także miejsca, w których można coś zjeść, słodkiego i nie tylko. Jest także plac zabaw dla energicznych dzieciaków. Także nie musicie się obawiać, że zabraknie Wam wody czy umrzecie z głodu. Władze obiektu pomyślały o wszystkim 🙂

 I jeszcze jedna sprawa – jeśli macie taką ochotę możecie „wypożyczyć” przewodnika, który opowie Wam nieco więcej o historii, roślinności i innych ciekawych rzeczach 🙂

Czy znasz swojego fikusa?

Do napisania tego wpisu zainspirowali (a właściwie niejako zmusili) mnie znajomi oraz rodzina. Przyznam, że miałam niezły ubaw, kiedy pytałam: „Wiesz co to jest fikus?”, „Wiesz, jak wygląda fikus?”, „Ile znasz gatunków fikusa?”. Poniżej cytaty niektórych odpowiedzi:

– „Fikus? To taki kaktus!”
– „No, ma dużo małych, zielonych liści”
– „Jeden. Fikus to fikus”
– „Takie drzewo!”
– „Mogę korzystać z Google?”
– „Jednego. Takiego z filmu z Adamczykiem”
– „Nazwa jest mi znana, ale miałabym problem ze wskazaniem”
– „A będą cukierki za udział w badaniu?”

Absolutnie nie wymagam znajomości fikusów od nikogo, no może ewentualnie od kolegów i koleżanek po fachu (tutaj także zdarzały się ciekawe odpowiedzi) ale wiem, że taki research będę robiła częściej. Padały także dużo precyzyjniejsze i bardziej elokwentne odpowiedzi, ale przecież nie będę ich tutaj zamieszczała.

Ogólnie rzecz biorąc, z mojego mikro badania wynika, że fikus jest badylastą rośliną pokroju drzewiastego, z zielonymi, małymi listkami.
Nic dziwnego, roślina ta, mimo jej pokaźnych rozmiarów, jest jedną z najbardziej popularnych w naszych domach i mieszkaniach. Nazywa się fikus benjamina i ma zarówno swoich zagorzałych fanów jak i przeciwników.

Zwolenników, bo naprawdę pięknie się prezentuje i często jest chlubą salonu. Wrogów, bo jest kapryśna i przy jednym nieostrożnym posunięciu potrafi zrzucić większość liści i wyglądać jak miotła. Taki już jej urok.

Standardowy „benjaminek”ma liście koloru zielonego, bez przebarwień, jednak często możemy także spotkać odmianę ‚Variegata’, której liście na brzegach przebarwiają się na kolor biały/kremowy.

fikus benjamina
fikus benjamina 'varigeta'

Jednak fikusów jest dużo więcej… „Wątpię! Przecież znałabym wszystkie!” – podsumowała jedna z badanych. A jednak.

Opiszę jeszcze 5 najpopularniejszych gatunków fikusów, które można spotkać w doniczkach. Warunki uprawy pojawią się w kolejnych wpisach.

Fikus sprężysty (Ficus elastica)

Z nim sprawa jest dosyć ciekawa, bo potrafi rozrosnąć się w domu jak jakieś monstrum. Dopóki jego wzrost jest jednopędowy, jest miło, gorzej gdy zaczyna puszczać boczne pędy, może być wtedy mały problem z wyznaczeniem dla niego miejsca. Zaczną się podwiązywania i przycinania, żeby miał stosunkowo ładny pokrój. Najtwardsi w uprawie fikusa sprężystego rozciągają pod sufitem żyłki i prowadzą go niczym pnącze. Niektórzy się jednak poddają i wystawiają wielkie rośliny za darmo na portalach ogłoszeniowych, także polujcie 🙂

Ten gatunek fikusa także często występuje w odmianie ‚Variegata’, podobne jak u fikusa benjamina.

fikus sprężysty
fikus sprężysty 'variegata'
fikus sprężysty (3)
Pożyczone z OLX – ktoś chciał się pozbyć
fikus sprężysty (2)

Fikus tępy (Ficus microcarpa)

Czyli nasz popularny bonsai, którego często możemy dostać nawet w popularnych dyskontach. Jeśli ktoś z Was chciałby spróbować swoich sił i cierpliwości w formowaniu drzewka bonsai to zacznijcie właśnie od tego fikusa. Jest on odporny na wszelkie cięcie, formowanie i drutowanie, jednak podobnie jak benjamin wrażliwy na zmianę miejsca i szybko może opaść z liści. W przeciwieństwie do poprzednika osiąga małe rozmiary i raczej nie zobaczycie go na OLX za darmo 🙂

fikus tępy bonsai
fikus tępy bonsai

Fikus binnendijkii (Ficus binnenijkii)

Roślina do okrzesania, ładnie rośnie i nie sprawia wielu problemów. W odróżnieniu od swoich braci ma szablaste liście, przez to wygląda trochę jak straszydło, ale to kwestia gustu.

fikus binnendijki
fikus binnendijki (2)

Fikus lirolistny (Ficus lyrata)

To roślina o bardzo dużych liściach i wręcz nieskończonym wzroście. Dorasta do sufitu, a jeśli mógłby to i nawet wyżej. Często jest tak, że im młodsza roślina tym ładniej wygląda, jest kompaktowa i gęsto ulistniona. Starsze egzemplarze ogołacają się od dołu i puszczają liście jedynie w swojej górnej części.

fikus lirolstny

Fikus pnący (Ficus pumila)

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie nazwał go bluszczem. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście bez namysłu można tak powiedzieć, ale po głębszej analizie – nie ma mowy!

Tak wygląda liść bluszczu:

bluszcz

A tak wygląda fikus pnący:

pumila - fikus pnący

Występuje także w odmianie ‚Variegata’

pumila variegata

Teraz możecie sprawdzić jakie rośliny wiszą u Was na ścianach. Czy są to jednak bluszcze, czy fikusy pnące, a może jeszcze inne „dziadostwo”?

Jeśli masz jakieś pytania zadaj je w komentarzu pod tym wpisem aby i inni mogli z nich skorzystać. Jeśli tylko będę miała wiedzę, z pewnością na nie odpowiem.